Nie skończyła żadnej szkoły. Kiedy była dzieckiem, matka wykorzystywała ją do żebractwa UWAGA! TVN Uwaga! TVN


Film osadzony źródło: https://www.youtube.com/watch?v=817xxildwYQ



Najlepsze komentarze:

Magdale... Obowiązkiem rodziców jest zapewnić swoim dzieciom dom, miłość, szacunek, aspect finansowy i edukacyjny... resztę komentarza przemilczę...
Morgana... Dużo ciepła pani Paulino. Jest pani silną kobietą, bardzo panią podziwiam <3
Undergr... Patola
?wiat g... Powinna wywalić starych z domu skoro to ich..a nie samemu się wynieść
Janusz ... Odejbac i tyle
Don Gri... Cholernie przykre. Jeszcze jeden dowód na to, że powinno funkcjonować coś w rodzaju egzaminu na rodzicielstwo.
reyven ... ręce opadają ....
ByCqu B... Nie chciał bym takich rodziców... Ale jak to się mówi rodziny się nie wybiera. Przykra historia..
Alchemi... Smutne ??
Mateusz... Kurde
Aż żal się oglada :(
Goga R... A gdzie realizacja obowiązku szkolnego? Gdzie były instytucje...Dlaczego rodzice nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności?
Pani jest bardzo sympatyczną, dobrą i szczerą osobą.
killfor... patrząc na to, jaką mamy sytuację w kraju, można dojść do wniosku, że system przymusowej edukacji jest mocno przereklamowany.
xter... Jeśli to czytasz to znaczy że masz farta
Ursula ... Bylam tez niechcianym dzieckiem. ..znam ten bol..blogoslaw Boze te kobiete..pelno zlodzieji i to rodzina
Jola W... Smutne i przykre ?❤??
Ewelina... Sympatyczna osoba....Wydaje mi się ze naukę nigdy nie jest za późno....Tylko ze reakcja ,,Uwagi ,,spóźniona o kilkanaście lat minimum...Jaki był cel tego reportażu ??szukanie afery po latach?nie ma już żadnych ciekawszych tematów??
serafin... Wejdź na FB w fundację "pro prawo do zycia" i zobacz "jak zostać parafialnym bohaterem pro life" w obronie nienarodzonych dzieci
Anu? Ka... Bardzo inteligentna, sympatyczna, spokojna kobieta. Oby było jej i jej rodzinie dobrze w życiu. Zastanawia mnie tylko jedno, dlaczego nikt nikt, żadna instytucja nie zainteresowała się że dziecko nie chodzi do szkoły. Pamietam jak w szklle podstawowej moj kolega z klasy wraz z rodziną wyjechał za granicę i po prostu mama nie zgłosiła tego w naszej szkole i po rozpoczęciu roku po miesiącu szukała ich policja za zaniechanie obowiązku szkolnego a oni niczego nieświadomi mieszkali w innym kraju a kolega chodził tam do szkoły, później sprawa się wyjaśniła. Dziwi mnie w tym przypadku, tym bardziej że pani mowi ze chodzila do przedszkola i rozpoczęła szkole podstawową i nikt sie nie zainteresował ze nie kontynuuje
serafin... Kiedy zostałeś sam to masz
Mamę i Ojca w niebie
serafin... wspomnienie św. Ludwiny z Schiedam (1380-1433), holenderskiej mistyczki, patronki przewlekle chorych, pięknej dziewczyny, która jako 15-latka straciła wszystko, a zyskała niebo. Wskutek nieszczęśliwego wypadku, spędziła 38 lat życia przykuta do łóżka, w paraliżu, w gnijącym i cuchnącym ropą ciele. Za namową spowiednika zaczęła ofiarowywać swoje cierpienia Bogu jako zadośćuczynienie za grzechy świata. Doznała łaski stygmatów, przez większość życia żywiła się wyłącznie Komunią świętą.

Urodziła się w Niedzielę Palmową, w 1380 roku w Schiedam, w rodzinie zubożałego szlachcica Piotra i Petroneli, jako jedyna córka spośród dziewięciorga dzieci. W wieku 12 lat ujawniła się jej olśniewająca uroda, więc o jej rękę zabiegali liczni młodzieńcy. Żywiła szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, gdy jej własna matka wysyłała ją po sprawunki, zawsze zachodziła do kościoła, aby się pomodlić. Niestety, w wieku 14 lat podczas ślizgania się na łyżwach upadła i złamała żebro. Nigdy już nie odzyskała zdrowia, do rany wdarła się gangrena, stopniowo pozbawiając ją sprawności fizycznej, aż do całkowitego paraliżu, poza lewą ręką.

Skromne warunki i brak środków finansowych na opłacenie należytej opieki lekarskiej sprawiły, że nie udało się przywrócić dziewczęcia do zdrowia. To był początek jej Golgoty, trwającej długich 38 lat. Resztę swego życia spędziła przykuta do łóżka w domu swych rodziców, którzy oprócz niej mieli na utrzymaniu jeszcze ośmiu synów. Historycy medycyny uznają św. Ludwinę za pierwszy udokumentowany przypadek stwardnienia rozsianego – przewlekłej choroby ośrodkowego układu nerwowego, w której dochodzi do wieloogniskowego uszkodzenia tkanki nerwowej.

Przez tak długi czas Ludwina nie opuszczała łóżka, a życie jej było jednym, powolnym konaniem. Od leżenia powstały bolesne odleżyny. Ciało pokryło się jedną raną. Gnijąca i cuchnąca flegma, wydobywająca się z ran, odstraszyła od chorej nawet najodważniejszych. Lekarze nie mogli rozeznać się w chorobie. Stosowali eksperymentalne zabiegi, które nie tylko nie pomagały i nie przynosiły żadnej ulgi, ale wręcz przeciwnie - zaostrzały sytuację.

Początkowo nieszczęśliwa Ludwina usiłowała jeszcze chodzić, czołgając się na rękach i kolanach po ziemi. Potem i na to zabrakło sił. Paraliż tak ją obezwładnił, że poruszała tylko głową i lewą ręką. Zgangrenowane wnętrzności wydawały ustami, uszami i nosem cuchnącą ropę z krwią. W ranach zalęgło się robactwo. Na domiar złego nie było komu koło chorej chodzić, a przecież potrzebowała stałej opieki. Najęto wreszcie do posługi kobietę, która nie tylko nie była pomocą dla Ludwiny, ale często lżyła ją, pluła na jej twarz, a nawet posuwała się do rękoczynów. To morze cierpienia fizycznego i duchowego początkowo doprowadzało Ludwinę do rozpaczy. Buntowała się, narzekała na swój los, pragnęła śmierci jako wybawienia. W tym stanie znajdowała się przez kilka lat.

W pewnym momencie odwiedził ją ks. Jan de Pot, jej spowiednik, który przekonał ją, aby zaczęła rozważać Mękę Pana Jezusa, a wszelkie utrapienie ofiarowała Panu Bogu za grzechy świata. To samo za drugim razem. Za trzecim zaś, gdy przyszedł do niej z Komunią Świętą i powiedział, że dotychczas nakłaniał ją do naśladowania Chrystusa i świętych męczenników, a teraz sam Syn Boży przyszedł ją pocieszyć – Święta przełamała się i przez piętnaście dni nie mogła powstrzymać łez wzruszenia – była gotowa całkowicie poświęcić się Bogu w niemocy i straszliwych cierpieniach.

Paradoksalnie wraz ze wzrostem łaski wzmagały się dolegliwości. Ciało Świętej poczynało gnić, a w otwartych i niegojących się ranach lęgły się robaki. Oślepła ona na jedno oko, a drugie zaszłe krwią było niezwykle wyczulone na światło słoneczne. Również jej gardło było dotknięte wrzodem, przez co z wielkim bólem była w stanie przyjmować niewielkie ilości pokarmu. Choć jej rany nie ustępowały i wciąż wymagały ciągłych zmian opatrunków, ciało nadal odchodziło od kości, lecz tym razem zamiast odoru, jakiego można się spodziewać przy takim schorzeniu, rany i ciało wydawało bardzo przyjemny zapach, porównywalny z zapachem cynamonu i imbiru.

Na początku roku 1407 otrzymała niezwykły dar wizji i ekstaz. Po wystąpieniu u św. Ludwiny stygmatów, które otrzymała po objawieniu Pana Jezusa, zapach ten ustąpił zapachowi kwiatów: róż, fiołków i lilii. Początkowo widziała Dzieciątko Jezus, które później przemieniło się w mężczyznę z bliznami i ranami na twarzy oraz na ciele, z krwią spływająca spod cierniowej korony. Z ran wystrzeliły świetliste promienie przeszywając stopy, ręce i serce Świętej. Gdy zdała sobie sprawę, że została obdarzona stygmatami, modliła się aby mogła te rany pozostawić w ukryciu i cierpieć ból nimi spowodowany aż do końca swoich dni. Biskup Tournai, Michel d'Esne, pisał że cienka warstwa skóry pokryła rany natychmiast, ale blizny nie zniknęły, ani też nie ustąpił ból.

Rychło też sława jej świętości obiegła okolicę. Przychodzono do niej tłumnie, polecano się jej modlitwie, proszono o rady. Pewnego razu przyszedł do niej człowiek, który za nic nie chciał pójść do spowiedzi, tknięty jednak jej zadziwiającym przypadkiem, o którym głośno było w okolicy, poczuł skłonność do nawrócenia. Nie mógł jednak przełamać się, aby się wyspowiadać, i powiedział Lidwinie, zachwycony jej świętością, iż jedynie od niej gotów jest przyjąć pokutę. Święta zatem nakazała mu, aby przez całą noc leżał na wznak nie zmieniając pozycji. Przyzwyczajony do wygód mężczyzna, gdy to uczynił, przeżywał tak straszne znużenie ową jednostajnością, iż poczuł się jakoby w piekle. Zrozumiał wówczas, jak wiele cierpi ta niewinna panienka i dotarła do niego groza rzeczywistych kar piekielnych, jakie czekały go za jego grzechy – postanowił więc uchronić się od tego, przystępując do sakramentu pokuty. Gdy innym razem odwiedził ją przeor klasztoru św. Elżbiety na wyspie Voorne, Święta z wielką dokładnością opisała zdziwionemu zakonnikowi wygląd cel, refektarza, kaplicy i stróżówki.

Wszystkie dary, jakie jej składano, oddawała ubogim.
Tomasz a Kempis pisze w jej żywocie, że na wiadomość o pewnej ubogiej wdowie posłała jej przez znajomą osobę 8 franków. Okazało się jednak, że te franki mimo robionych wydatków zawsze pozostawały nieuszczuplone. Dzięki temu wdowa mogła zaopatrzyć swój dom i spłacić wszystkie długi.

Przez znaczną część życia żywiła się wyłącznie Komunią świętą. Zachowało się pismo urzędników miejskich z Schiedam, z czasów oblężenia miasta przez wojska Filipa Burgundzkiego, potwierdzające że św. Ludwina nie spała i nie przyjmowała pokarmów, a przez 19 lat jej jedynym pokarmem była Komunia Św. Na 7 lat przed śmiercią straciła wzrok. Miała umiejętność rozróżniania konsekrowanego Ciała Chrystusa od zwykłego opłatka, o czym przekonał się pewien ksiądz, sceptycznie nastawiony do jej daru, przynosząc zwykły opłatek zamiast Komunii świętej.

Zmarła w wielkanocną środę, 14 kwietnia 1433 roku. Po śmierci zniknęły wszystkie rany z jej ciała, które nienaruszone pozostało na świadectwo jej świętości i dowód, iż tak niepojęte cierpienia zostały zapewne z wyjątkową hojnością wynagrodzone w wieczności, do której przeniosła się dusza tej wyjątkowej służebnicy Bożej. Została pochowana na cmentarzu przy kościele p.w. św. Jana w Schiedam.

Jej grób stał się miejscem licznych pielgrzymek, w krótkim czasie wybudowano nad nim kaplicę, a doczesne szczątki św. Ludwiny złożono w marmurowym sarkofagu. W 1615 roku relikwie św. Ludwiny przeniesiono do kościoła p.w. św. Guduli w Brukseli, po tym jak kalwini zniszczyli kaplicę (kolejny z niezliczonych aktów wandalizmu protestantów wobec katolickich świątyń i relikwii), a przylegający doń klasztor przemienili w sierociniec. Do Schiedam relikwie wróciły w 1871 roku.

Kanonizowana w 1890 roku przez papieża Leona XIII.